Przejdź do głównej zawartości

Posty

Cytat #4, #5, #6: Delhi. Stolica ze złota i snu

Cytaty z reportażu "Delhi. Stolica ze złota i snu", autorstwa Rany Desgupty. "Kiedy w Indiach jest północ, świat nie śpi. Kiedy w Indiach jest północ, w Londynie przychodzi pora na herbatę, w San Francisco zaś na capuccino. I jak się okazało po 1991 roku, na tym podstawowym fakcie można zarobić miliardy dolarów". "Powiada się czasem, że są ludzie, którzy chcą być kochani przez jedną osobę, inni, których musi kochać wiele osób i jeszcze inni, których musi kochać cały świat. Najwyraźniej jednak nawet dla tych ostatnich dopiero miłość jednej osoby stanowi należyte ucieleśnienie adoracji tłumów". "Jej aromat przepełnił biuro i galerie handlowe, a brązowa ciecz popłynęła żyłami młodego, niewyspanego pokolenia, którego członkowie najczęściej wcale jej nie pili, lecz wzorem swoich amerykańskich rówieśników, ssali ją przez słomkę z zamkniętych, bezwonnych pojemników, jakby karmieni plastikową piersią kapitalizmu".
Najnowsze posty

Baskijskie lanie wody (RECENZJA)

Czytałem „Rytuały wody” i absolutnie nie była to strata czasu.  Ale… O tym, jaką mandarynką jest ten kryminał. W XVII wieku Baskowie wybierali się w długie wyprawy na wody islandzkie, gdzie polowali na wieloryby, ostatecznie plądrując lokalne porty z żywności.   Konflikt narastał, a Islandczyk mógł zgodnie z prawem zabijać Basków. Lata leciały, czasy się zmieniały, a o ustanowionym prawie na długo zapomniano. Do 2015 roku pozbawianie życia Basków na Islandii było… zgodne z prawem. Dopiero pięć lat temu władze wyspy postanowiły uregulować przepisy, oficjalnie już zapewniając przybyszom bezpieczeństwo. Dziś Baskowie są znowu agresywni, ale tym razem w literaturze. „Cisza białego miasta”, pierwsza część trylogii kryminalnej autorstwa Evy Garcii Saenz de Urtur i, jest mocno usytuowana w tradycjach, historii i kulturze Kraju Basków, położonej nad Zatoką Biskajską górzystej krainy w obrębie Królestwa Hiszpanii.   Garcia Saenz zabiera nas do Vitorii, stolicy regionu i swojeg...

Dwumiesięcznik "Książki" (04/20) - cytaty

"Był to zbyt skromny i nieśmiały człowiek, żeby umrzeć na złamane serce. Umarł na zapalenie płuc" Milena Jesenska o Karelu Capku "Ci, którzy odcinają się od innych, zamykają się w czterech ścianach swojego strachu" Małgorzata Rejmer "Wolę się skupiać na przyjemności, jakiej daje lektura. To już bardzo dużo, bo jeśli podoba ci się książka, to niewykluczone, że punkt widzenia jej autora stanie się elementem twoich poglądów i wpłynie na twoją wrażliwość na świat. Ja to nazywam cudem" Salman Rushdie "Jeszcze niedawno, żeby uniknąć surrealizmu, wystarczyło nie włączać FOX News, potem transmisji z Białego Domu, a aktualnie nie powinno się wyglądać przez okno we własnym domu. Jako obywatel wolałbym, żeby świat był znaczenie banalniejszy. tymczasem stał się ekstremalny. Jednak dla pisarza tak jest lepiej" Salman Rushdie "Reporter nie jest mikrofonem z funkcją transkrypcji, jest przy największej nawet sympatii i e...

Gdzie się Pan widzi za pięć lat? Jak porwał mnie „Zakładnik”

Nowy, francuski serial Netflixa ma sześć odcinków. Trudno mówić o dłużyźnie. Tym bardziej, że to bardzo dobry serial. „Gdzie się Pan widzi za pięć lat?” To pytanie pada często, ale nie w piłkarskiej szatni po kolejnym sezonie, a raczej w szklanym biurowcu podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Dlatego też gdy w 1997 roku Francuz Eric Cantona, legendarny piłkarz Manchesteru United, zawieszał buty na kołku w wieku ledwie 31 lat, prawdopodobnie nikt nie zadał mu tego pytania. Angielski „The Independent” zapytał go za to po jakimś czasie o zakończenie kariery: „Kochałem ten sport, ale straciłem żar, który kazał mi kłaść się wcześnie spać, nie wychodzić na miasto ze znajomymi, nie pić i nie robić wielu innych rzeczy, które uwielbiam w życiu robić”. Cantona nie dał o sobie zapomnieć. Wciąż spogląda z ekranu, ale zieloną murawę zastąpił planem zdjęciowym. Okazało się, że wśród tych wielu innych rzeczy, które uwielbia w życiu jest aktorstwo. W „Zakładniku” wciela się w Alaina Delaimbre’a, ...

Pamiętnik Bruma (5): Witaj na Marsie

Drugiego dnia praktyk w telewizji Sikhów pokonałem strome schody i następnie wąskim korytarzem na lewo udałem się w stronę reżyserki. Na fotelu przy komputerze siedział Jagjit, kierownik produkcji. Karnacja z Półwyspu Indyjskiego, broda, turban, polo t-shirt i dżinsy. Wiek ok. 30 lat. Sikh. - Jagjit, dużo jest Sikhów w Birmingham? – zapytałem wciąż nieświadomy miejsca, w którym od dwóch dni przebywam - Tak, sporo, sporo – odparł Jagjit, z uśmiechem na twarzy oraz, gdzieś z tyłu głowy, z przekonaniem, że ten student z Polski jeszcze nie do końca wie, gdzie się znajduje Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że jestem na Marsie. Sikh Channel TV, niewielka, religijna telewizja mniejszości religijnej wyznawców sikhizmu w Wielkej Brytanii operowała na platformie SKY. Osadzona w dzielnicy Aston w Birmingham była jednak dla mnie osobną planetą. Była moim Marsem. Nagle znalazłem się w kompletnie nieznanej mi kulturze, wśród ludzi porozumiewających się głównie w językach pendżabskim i hindu. Zan...

Plaże, twarze, miraże. Czy warto obejrzeć "Bloodline"?

Ile jesteś w stanie zrobić dla swojej rodziny? Dostępny na Netflixie serial „Bloodline" stawia to pytanie widzom. Na ekranie słońce rzuca trochę światła na kłamstwa, a prawda pozostaje raczej w cieniu.   Już nie ma dzikich plaż I gwarnej kafejki przy molo Niejedna znikła twarz I wielu przegrało swą młodość, swą młodość Już nie ma dzikich plaż Starego sprzedawcy pamiątek I tylko w szumie traw znajduję ten cichy zakątek  „Już nie ma dzikich plaż” Irena Santor Floryda. Miejsce nieoczywiste. Z jednej strony plaże, palmy, drinki i raj dla amerykańskich emerytów, z drugiej cel wypraw imigrantów z Kuby, siedlisko krokodyli i wilgotność, która wybija z głowy dłuższe spacery. Floryda to trzeci najludniejszy stan w USA, ale w „Bloodline” tego nie widać, bo akcja zabiera nas na odludzie, na Florida Keys. Jesteśmy w Islamoradzie, niewielkim miasteczku tego wysuniętego w stronę Zatoki Meksykańskiej archipelagu. W takich miejscach mówi się, że wszystko zostaje w rodzinie...

Pamiętnik Bruma (4): F*****g Eastern Europe i Trójkąt Bermudzki

Oddaliliśmy się w białym minivanie w stronę zachodniego Birmingham. Krajobraz robotniczego Handsworth ustąpił uśpionym domostwom w Summerfield. Po niecałym tygodniu przy Soho Road, trafiłem do docelowej lokalizacji – typowo angielskiego domu piętrowego z cegły, tego samego, z którego zabieraliśmy stary materac pierwszego dnia. Dom znajdował się przy Gillott Road. Joseph Gillott był XIX-wiecznym przedsiębiorcą, który w Birmingham założył fabrykę piór stalowych. Szybko się wzbogacił, a zarobione pieniądze inwestował w ziemię, nieruchomości oraz prężnie w tamtym okresie rozwijającą się kolej. Jedną z posiadłości zakupił w Edgbaston, dzielnicy niemal przyklejonej do Summerfield. Ulica jego imienia otrzymała godne pozazdroszczenia otoczenie. Z jednej strony rozległy park z krótko przystrzyżoną trawą i zadbanymi drzewami, a z drugiej rezerwuar, wykorzystywany w celach rozrywkowych przez żeglarzy, kajakarzy i wioślarzy. Nasza okolica była bezpośrednio powiązana z dzielnicami Rotton Park i...