Przejdź do głównej zawartości

Gdzie się Pan widzi za pięć lat? Jak porwał mnie „Zakładnik”



Nowy, francuski serial Netflixa ma sześć odcinków. Trudno mówić o dłużyźnie. Tym bardziej, że to bardzo dobry serial.

„Gdzie się Pan widzi za pięć lat?”

To pytanie pada często, ale nie w piłkarskiej szatni po kolejnym sezonie, a raczej w szklanym biurowcu podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Dlatego też gdy w 1997 roku Francuz Eric Cantona, legendarny piłkarz Manchesteru United, zawieszał buty na kołku w wieku ledwie 31 lat, prawdopodobnie nikt nie zadał mu tego pytania.

Angielski „The Independent” zapytał go za to po jakimś czasie o zakończenie kariery:

„Kochałem ten sport, ale straciłem żar, który kazał mi kłaść się wcześnie spać, nie wychodzić na miasto ze znajomymi, nie pić i nie robić wielu innych rzeczy, które uwielbiam w życiu robić”.

Cantona nie dał o sobie zapomnieć. Wciąż spogląda z ekranu, ale zieloną murawę zastąpił planem zdjęciowym. Okazało się, że wśród tych wielu innych rzeczy, które uwielbia w życiu jest aktorstwo. W „Zakładniku” wciela się w Alaina Delaimbre’a, przeciętnego Francuza ze zwyczajnego paryskiego bloku (choć z pięknym widokiem na miasto), dla którego pytania z rekrutacji są chlebem powszednim.

Delaimbre po kilku dekadach pracy w administracji i kadrach, gdzie zajmował kierownicze stanowiska, zostaje zwolniony i będąc już po pięćdziesiątce nie może znaleźć stałego zatrudnienia. Dorabia poza swoją branżą za grosze (eurocenty), pracodawca nim pomiata, a niskie dochody nie pozwalają mu opłacać rachunków i kredytu na mieszkanie. Oryginalny tytuł „Zakładnika” to „Desparages”, czyli po naszemu „poślizg”, „zjazd”. Delaimbre ślizga się więc na nędznych „umowach śmieciowych” od sześciu lat , bez powodzenia szukając stałej, dobrze płatnej pracy. Przesiaduje w zapuszczonej kuchni, jego frustracja swoimi rozmiarami zaczyna nawet przebijać grzyb na ścianie i przerwy po odpadających płytkach. Ogrom jego depresji obrazuje krawędź wiaduktu, z której spogląda na drogę szybkiego ruchu. Nagle tonący Delaimbre dostaje tajemniczą szansę od losu, chwyta się szponów korporacji. Zostaje wplątany w szaloną grę o stanowisko szefa działu kadr.

Naładowana broń błyskawicznie zastępuje aktówkę z CV, a dobrze skrojone garnitury członków zarządu są przebraniem dla kryminalistów. W cynicznej, rekrutacyjnej grze pojawiają się zakładnicy i agenci specjalni. A to wszystko w labiryncie szklanych wieżowców z „La Défense”, biznesowej dzielnicy Paryża.




„Zakładnik” kontestuje korporacyjną rzeczywistość. Demonstruje do czego może doprowadzić dobrze w tym świecie znany nacisk na innowacyjne rozwiązania. Dostajemy na ekranie ekstremalny wymiar gorliwości w tej materii. Niekonwencjonalność sięga tutaj szczytu najwyższego biurowca w „La Défense”. Serial gorzko obrazuje pracoholizm, objawiający się w niedzielnej wizycie w biurze oraz konsekwencje zachwiania koncepcji „work-life balance”. W „Zakładniku” imponujące wieżowce to także gigantyczne wynagrodzenia dla członków zarządu i gabinet prezesa wielkości M4. A tam gdzie są wielkie pieniądze, muszą, wg twórców, pojawić się równie wielkie przekręty. Tym bardziej, gdy restrukturyzacja w firmie jest synonimem masowych redukcji etatów. Etat jest cyfrą, składową wartości w kolumnie arkusza kalkulacyjnego. A ta, niczym krew, ma czerwony kolor.

Naprzeciw wszechmocnej korporacji staje jednostka. Sfrustrowana, zmęczona, wypalona, która z definicji powinna być bezbronna w sidłach giganta. A gdy jednostka traci pracę, to w dodatku zostaje porzucona w dobie kryzysu na pastwę losu. Alain Delaimbre zostaje więc przedstawiony jako symbol pracującej Francji, głos protestującej ulicy, krzyk zubożałego społeczeństwa w konfrontacji z władzą. „Zakładnik” wydaje się sprytnym komentarzem do „Ruchu żółtych kamizelek”, spontanicznego oporu francuskich obywateli przeciwko decyzjom władz i rosnącym kosztom życia. Angielski tytuł serialu, „Inhuman Resources”, jest przewrotny i najtrafniej oddaje wydarzenia. Delaimbre przecież staje w szranki o menadżerski stołek w dziale HR (Human Resources), związanym z ludzkimi zasobami. Kolejne działania bohaterów nasuwają jednak ich nieludzki charakter („inhuman”).

„Zakładnik” to Paryż kontrastów, blokowisk, kamperów i nowoczesnych drapaczy chmur - to chyba pierwsza produkcja o stolicy Francji, gdzie pominięto ekspozycję Wieży Eiffla. Oryginalne podejście realizatorów do scenerii idealnie współgra z ciekawymi zdjęciami i ujęciami kamery. Jest też element retrospekcji. Delaimbre kieruje wzrok prosto do kamery, opowiada widzom swoją historię i przedstawia ciąg zdarzeń. Czas akcji wyrównuje się dopiero w końcowym odcinku.

Nie przeczę, jestem fanem francuskiego kina. Serie „Taxi”, „Wszystko zostanie w rodzinie” czy netflixowy serial „Plan na miłość” to moje poczucie humoru. Ilustrujący ciemne strony technologizacji „Zakładnik” nie pozostaje w tyle.

 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Cytat #1 i #2: Gra Anioła

Cytaty z "Gry Anioła", autor: Carlos Ruiz Zafon "W owych czasach śmierć żyła w pełnej jawności, wszędzie można było poczuć jej woń i zobaczyć, jak pożera dusze, które nawet nie zdążyły zgrzeszyć". "Zawiść jest religią przeciętniaków. Umacnia ich, łagodzi gryzące niepokoje, a wreszcie pożera duszę i pozwala usprawiedliwiać nikczemność (...) Błogosławiony ten, którego obszczekują kretyni, bo nie do nich należeć będzie jego dusza".

Pamiętnik Bruma (5): Witaj na Marsie

Drugiego dnia praktyk w telewizji Sikhów pokonałem strome schody i następnie wąskim korytarzem na lewo udałem się w stronę reżyserki. Na fotelu przy komputerze siedział Jagjit, kierownik produkcji. Karnacja z Półwyspu Indyjskiego, broda, turban, polo t-shirt i dżinsy. Wiek ok. 30 lat. Sikh. - Jagjit, dużo jest Sikhów w Birmingham? – zapytałem wciąż nieświadomy miejsca, w którym od dwóch dni przebywam - Tak, sporo, sporo – odparł Jagjit, z uśmiechem na twarzy oraz, gdzieś z tyłu głowy, z przekonaniem, że ten student z Polski jeszcze nie do końca wie, gdzie się znajduje Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że jestem na Marsie. Sikh Channel TV, niewielka, religijna telewizja mniejszości religijnej wyznawców sikhizmu w Wielkej Brytanii operowała na platformie SKY. Osadzona w dzielnicy Aston w Birmingham była jednak dla mnie osobną planetą. Była moim Marsem. Nagle znalazłem się w kompletnie nieznanej mi kulturze, wśród ludzi porozumiewających się głównie w językach pendżabskim i hindu. Zan...