Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2020

Gdzie się Pan widzi za pięć lat? Jak porwał mnie „Zakładnik”

Nowy, francuski serial Netflixa ma sześć odcinków. Trudno mówić o dłużyźnie. Tym bardziej, że to bardzo dobry serial. „Gdzie się Pan widzi za pięć lat?” To pytanie pada często, ale nie w piłkarskiej szatni po kolejnym sezonie, a raczej w szklanym biurowcu podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Dlatego też gdy w 1997 roku Francuz Eric Cantona, legendarny piłkarz Manchesteru United, zawieszał buty na kołku w wieku ledwie 31 lat, prawdopodobnie nikt nie zadał mu tego pytania. Angielski „The Independent” zapytał go za to po jakimś czasie o zakończenie kariery: „Kochałem ten sport, ale straciłem żar, który kazał mi kłaść się wcześnie spać, nie wychodzić na miasto ze znajomymi, nie pić i nie robić wielu innych rzeczy, które uwielbiam w życiu robić”. Cantona nie dał o sobie zapomnieć. Wciąż spogląda z ekranu, ale zieloną murawę zastąpił planem zdjęciowym. Okazało się, że wśród tych wielu innych rzeczy, które uwielbia w życiu jest aktorstwo. W „Zakładniku” wciela się w Alaina Delaimbre’a, ...

Pamiętnik Bruma (5): Witaj na Marsie

Drugiego dnia praktyk w telewizji Sikhów pokonałem strome schody i następnie wąskim korytarzem na lewo udałem się w stronę reżyserki. Na fotelu przy komputerze siedział Jagjit, kierownik produkcji. Karnacja z Półwyspu Indyjskiego, broda, turban, polo t-shirt i dżinsy. Wiek ok. 30 lat. Sikh. - Jagjit, dużo jest Sikhów w Birmingham? – zapytałem wciąż nieświadomy miejsca, w którym od dwóch dni przebywam - Tak, sporo, sporo – odparł Jagjit, z uśmiechem na twarzy oraz, gdzieś z tyłu głowy, z przekonaniem, że ten student z Polski jeszcze nie do końca wie, gdzie się znajduje Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że jestem na Marsie. Sikh Channel TV, niewielka, religijna telewizja mniejszości religijnej wyznawców sikhizmu w Wielkej Brytanii operowała na platformie SKY. Osadzona w dzielnicy Aston w Birmingham była jednak dla mnie osobną planetą. Była moim Marsem. Nagle znalazłem się w kompletnie nieznanej mi kulturze, wśród ludzi porozumiewających się głównie w językach pendżabskim i hindu. Zan...

Plaże, twarze, miraże. Czy warto obejrzeć "Bloodline"?

Ile jesteś w stanie zrobić dla swojej rodziny? Dostępny na Netflixie serial „Bloodline" stawia to pytanie widzom. Na ekranie słońce rzuca trochę światła na kłamstwa, a prawda pozostaje raczej w cieniu.   Już nie ma dzikich plaż I gwarnej kafejki przy molo Niejedna znikła twarz I wielu przegrało swą młodość, swą młodość Już nie ma dzikich plaż Starego sprzedawcy pamiątek I tylko w szumie traw znajduję ten cichy zakątek  „Już nie ma dzikich plaż” Irena Santor Floryda. Miejsce nieoczywiste. Z jednej strony plaże, palmy, drinki i raj dla amerykańskich emerytów, z drugiej cel wypraw imigrantów z Kuby, siedlisko krokodyli i wilgotność, która wybija z głowy dłuższe spacery. Floryda to trzeci najludniejszy stan w USA, ale w „Bloodline” tego nie widać, bo akcja zabiera nas na odludzie, na Florida Keys. Jesteśmy w Islamoradzie, niewielkim miasteczku tego wysuniętego w stronę Zatoki Meksykańskiej archipelagu. W takich miejscach mówi się, że wszystko zostaje w rodzinie...

Pamiętnik Bruma (4): F*****g Eastern Europe i Trójkąt Bermudzki

Oddaliliśmy się w białym minivanie w stronę zachodniego Birmingham. Krajobraz robotniczego Handsworth ustąpił uśpionym domostwom w Summerfield. Po niecałym tygodniu przy Soho Road, trafiłem do docelowej lokalizacji – typowo angielskiego domu piętrowego z cegły, tego samego, z którego zabieraliśmy stary materac pierwszego dnia. Dom znajdował się przy Gillott Road. Joseph Gillott był XIX-wiecznym przedsiębiorcą, który w Birmingham założył fabrykę piór stalowych. Szybko się wzbogacił, a zarobione pieniądze inwestował w ziemię, nieruchomości oraz prężnie w tamtym okresie rozwijającą się kolej. Jedną z posiadłości zakupił w Edgbaston, dzielnicy niemal przyklejonej do Summerfield. Ulica jego imienia otrzymała godne pozazdroszczenia otoczenie. Z jednej strony rozległy park z krótko przystrzyżoną trawą i zadbanymi drzewami, a z drugiej rezerwuar, wykorzystywany w celach rozrywkowych przez żeglarzy, kajakarzy i wioślarzy. Nasza okolica była bezpośrednio powiązana z dzielnicami Rotton Park i...

Plusk w basenie, butonierka w cenie

Po stu latach bunt, euforia i entuzjazm znajdują nową formę ekspresji. Co wspólnego mają ze sobą polski poeta międzywojenny i współczesna amerykańska instagramerka? Poszukuję punktów stycznych pomiędzy dwoma odmiennymi światami. Zmarnowałem podeszwy w całodziennych spieszeniach, Teraz jestem słoneczny, siebiepewny i rad. Idę młody, genialny, trzymam ręce w kieszeniach, Stawiam kroki milowe, zamaszyste, jak świat. To fragmentu wiersza „But w butonierce” Bruno Jasieńskiego. Prowokacyjny, pełny energii i witalności styl tego futurysty wpuścił mnóstwo świeżego powietrza do polskiej literatury dwudziestolecia międzywojennego.   Z wiersza uderza kontrowersja, młodzieńczy entuzjazm, euforia i radość życia. Jasieński szaleje z gramatyką, znakami interpunkcyjnymi, słowotwórstwem.  Bruno Jasieński No dobra, skoro mowa o futuryście, to przenieśmy się do przyszłości. Niemal sto lat po ukazaniu się „Buta w butonierce” znalazłem do niego luźne odniesienie....