Ciasno upchane fotele tanich węgierskich linii lotniczych zwiastowały
poszerzenie horyzontów. Biało-różowo-fioletowy samolot startował z
wrocławskiego lotniska ku przestworzom. Był wczesny poranek końcówki czerwca
2012 roku, gdy wybrałem się na praktyki studenckie do Anglii. Euro 2012 w Polsce wchodziło w ćwierćfinały, o
czym przypominał mi pasażer obok w koszulce Arsenalu. Jeszcze kilka dni
wcześniej przeżywałem piłkarskie emocje na wrocławskim rynku. Remis z Grecją
oglądałem w strugach deszczu, a podział punktów z Rosją wciśnięty w tłum, w
którym z powodu duchoty omdlała znajoma. Meczu z Czechami w ogóle nie pamiętam,
ale o nim chcieliby pewnie zapomnieć sami biało-czerwoni. Dziś, dobrych kilka
lat później, wiem, że sterczenie w gorący dzień w mrowisku kibiców było po
prostu niemądre. Wtedy jednak liczyła się wyłącznie futbolowa gorączka.
Emocje tego lata rosły wraz z unoszącym się w powietrzu
samolotem. Facet obok w koszulce Arsenalu był trochę jak drogowskaz, bo portem
docelowym był Londyn. No, niezupełnie Londyn, raczej niewielkie lotnisko w
Luton, godzinę drogi samochodem od centrum brytyjskiej stolicy. Podczas podróży
towarzyszyły mi strach, ekscytacja, zdenerwowanie, podniecenie, niepewność,
ciekawość. Tych stanów było tak wiele , że z łatwością zapełniłyby kadłub
maszyny. Starałem się je zagłuszyć lekturą autobiografii Cherie Blair, żony Tony’ego
Blaira, niegdyś premiera Wielkiej Brytanii, którego wspomnienia były tematem przewodnim
mojej pracy magisterskiej.
Szybko okazało się, że słoneczny Dolny Śląsk w środku lata
zamieniłem na chłodną i deszczową Anglię. Z terminalu udałem się na dworzec
autobusowy. Celem mojej wyprawy było Birmingham, drugie co do wielkości miasto
w kraju. Na biały autokar z logo „National Express” nie miałem biletu, więc
musiałem przepłacić u kierowcy. Do tego facet nie miał wydać i poradził
upomnieć się o resztę przy wysiadaniu. Is
this seat available? Zapytałem jednego z pasażerów, a ten tylko pokiwał
głową. Zająłem miejsce, a po chwili w głośnikach zabrzmiał kojący damski głos,
reprezentujący przewoźnika: Sit back,
relax and enjoy your journey with the National Express. Posłuchałem, ale po
godzinie stres powrócił. W Coventry doszło do zmiany kierowcy, a wraz z nią wyparowała
szansa na odzyskanie pokaźnej reszty z zakupionego biletu.
Niecałe dwie godziny od startu znalazłem się w sercu
Birmingham, gdzie miałem spędzić kolejne trzy miesiące i na moment stać się
Brumem, czyli mieszkańcem tego miasta. Moje do tej pory ułożone i statyczne
życie zostało uraczone szczyptą spontaniczności. Tak wtedy myślałem. Wkrótce
miało się okazać, że szczypta była w rzeczywistości chochlą.

Komentarze
Prześlij komentarz