To był czysty przypadek.
System kafeteryjny
w korporacji daje punkty. Punkty można wymieniać na książki.
Zaczęło się od bezsenności.
„Bezsenności w
Tokio”.
To opowieść
Marcina Bruczkowskiego, Polaka, który spędził szmat czasu w stolicy Japonii i
postanowił swoje przygody spisać. Relacje Bruczkowskiego z Tokio, nieco
nadszarpnięte już zębem czasu, fascynują. Autor zabiera czytelnika w elektryzującą
podróż, ale luźne podejście do narracji przypomina bardziej relację
kumpel-kumpel. Czytając Bruczkowskiego czułem się jak jego stary znajomy, który
z uwagą wsłuchuje się w przytulnym barze w niesamowite losy autora w Kraju Kwitnącej
Wiśni. „Bezsenność” w tytule nie może być przypadkowa - od tej książki trudno
się oderwać.
Japonia w moich
oczach stała się Bruczkowskim, a więc zaczęła wywoływać pozytywne emocje i
przywoływać jego oryginalne przygody. Gdy pewnego razu natrafiłem w sieci na
pewnego niepozornego Polaka, przechadzającego się po Tokio,
postanowiłem więc kliknąć. Filmik przedstawiał rodaka, przepytującego
Japończyków z wiedzy o Polsce. Fajny materiał, świetnie zmontowany. Było
zabawnie, pouczająco, a niemal radiowy głos autora wciągał.
Tym skromnym autorem był Krzysztof Gonciarz, aktualnie jeden z najpopularniejszych polskich
youtuberów, a ostatnio bohater „Rozumu i godności człowieka”, wywiadu-rzeki,
przeprowadzonego z Wojtkiem Przybyszewskim.
Witamy w nowym
(wspaniałym?) świecie, gdzie królują apki, wyświetlenia i zasięgi. Gdzie dobry content na vlogu buduje fanbase, a ten
wywołuje crowdfunding. Halinka
Kiepska w słynnym serialu Polsatu mawiała, że telewizor to jej okno na świat.
Cóż, ten świat odchodzi już w niebyt, został schwytany w sieć. Witamy w networkingu. Wielu młodych ludzi nie
ogląda już telewizji, przerzucając się na YouTube, który kreuje swoich
bohaterów. Wśród nich jest Gonciarz, skromny niegdyś komputerowiec z Krakowa, piszący
o grach. Dziś jest vlogerem z Tokio z
rzeszą fanów. W sieci właśnie.
Gonciarz jest
trochę jak Bruczkowski. Też opowiada historie. Dla tego drugiego high-tech,
korpoświat, gdzie został zatrudniony pod koniec „Bezsenności w Tokio” jest
epilogiem przekazu o nim samym i Japonii. U reprezentującego późniejsze
pokolenie Gonciarza biurko, komputer i monitor są punktem wyjścia, znakiem
innych czasów.
„Rozum i godność
człowieka” nie jest dla wszystkich. Jest dla targetu, ludzi młodych, młodszych i takich jak ja, po trzydziestce,
z musu bądź wyboru osadzonych w technologicznej bańce. Wszechobecny slang i
nowomowa, wkradający się Polglish
powodują, że wywiad-rzeka byłby trudny w odbiorze dla tych, co wchodzą w jesień
życia. Ta książka jest zresztą trochę jak dobrze ukierunkowany kanał na YouTube
– konkretny profil odbiorcy, konkretna treść. Wydawać by się mogło, że
tradycyjny świat drukowanego słowa nie może iść w parze z internetowymi
postaciami z wideo. A jednak. To zasługa Krzyśka, który w rozmowie przeplata
wątki oficjalno-prywatne. Mowa o biznesie, monetyzacji w internecie, konferencjach
technologicznych i bliżej mi nieznanych postaciach vlogosfery, ale jest także o
dorastaniu, Polsce lat dziewięćdziesiątych, związkach, relacjach społecznych, maratonach,
podróżowaniu. Jest właściwie o wszystkim, do tego w smacznym sosie licznych anegdotek.
Gonciarz zdradził,
że „Rozum i godność człowieka” jest dla niego rodzajem psychoterapii. Na kolejnych
stronach otwiera się, wspomina o swojej nieśmiałości, trudnościach w
funkcjonowaniu w większej grupie, wadach i przywarach. Czytelnicy rzeczywiście,
oczami wyobraźni, mogą zobaczyć go na kozetce. Wywiad-rzeka ze znanym youtuberem
nie otwiera szeroko oczu ze zdumienia jak świetna „Sztuka składania historii”,
najlepszy z materiałów wideo na jego kanale. Z drugiej strony ta książka nie
jest też gniotem i czytanie jej nie kojarzy się z ostatnimi kilometrami
maratonu w piekącym słońcu. Jest bardziej jak strawny lunch w mikroskopijnym
sushi barze w Shibuyi, gdzie w jednej dłoni trzymamy pałeczki, a drugiej
telefon z włączonym live streamem.
Komentarze
Prześlij komentarz